Anidrżej z Parczewa - Andrzej Wylotek - SĘDRUGA - ZADRUGA RODZIMEJ WIEDZY

Przejdź do treści

Menu główne:

Anidrżej z Parczewa - Andrzej Wylotek

Wywiady


Chciałbym gorąco powitać pana Andrzeja Wylotka, koordynatora Narodowego Zespołu Koncepcyjno-Studyjnego, wydawcę pisma „Żywioł”.


 
Panie Andrzeju jak doszło do powstania pisma?

Chcąc określić genezę „Żywiołu" muszę cofnąć się do 27 kwietnia 1989 r., kiedy to rozpoczęła działalność narodowo-niepodległościowa partia – Polski Front Narodowy. W pierwszym oświadczeniu Rady Naczelnej PFN wyraźnie obraliśmy azymut poczynań politycznych: „obowiązek wobec Ojczyzny zobowiązuje nas do wiernego stawania w szeregu obrońców polskiego interesu narodowego”.


Czy oznacza to, iż jako pierwsi w Polsce użyliście nazwy: Polski Front Narodowy?


Tak, byliśmy prekursorami. Później, nie konsultując się z nami, a może nawet z niewiedzy, kilka środowisk przejęło nazwę, z jakimi efektami to już inna historia... Szkoda, gdyż było to dobre miano, obdarzone głębokim sensem, nadal aktualnym.


Co różniło PFN od innych formacji ówczesnej sceny politycznej?

Przytoczę kilka wątków z deklaracji politycznej PFN, gdyż – jak sądzę – oddają one najlepiej nasze nastawienie do rzeczywistości.

„PFN krzewi miłość do każdej piędzi ziemi ojczystej uznając jednocześnie za jej jedynego właściciela naród polski.”
„PFN uczyni wszystko by państwo polskie było państwem narodu polskiego w dosłownym znaczeniu – polskim z ducha, obyczajów, tradycji i kultury.”
„PFN daje pierwszeństwo rozwojowi sztuki, kultury i oświaty czerpiącemu treści z bogatej polskiej spuścizny dziejowej.”
„PFN dąży do zacieśnienia więzów z narodowo-niepodległościowymi ruchami społeczno-politycznymi krajów słowiańskich, w tym z Serbami Łużyckimi, widząc w nich podwalinę ładu pokojowego w Europie.”

Bardzo mocno akcentowaliście patriotyzm i słowiańskość. W jaki sposób docieraliście do społeczeństwa?

Przede wszystkim za pośrednictwem publicystyki. Organem prasowym PFN był biuletyn „Świadomość”, zaś jego motto brzmiało: „Polakiem jest ten, kto w żyłach toczy polską krew, kto zdolny jest przelać ją ochoczo w obronie swej Ojczyzny. Polakiem jest ten, kto ze wszech miar posiadanymi umiejętnościami przyczynia się do wskrzeszenia potężnej, niepodległej, demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej.” Proszę nie zapominać, że był to dopiero kwiecień 1989. Wybory, w których komuniści ponieśli klęskę odbyły się w czerwcu 1989.

W sumie do jesieni 1990 ukazało się 6 numerów „Świadomości". Artykuły na jej łamach podkreślały, że jest to zaledwie początek zmagań o prawdziwie polską Polskę. Na dzień dzisiejszy ta diagnoza nadal nas obowiązuje. Batalia o Polskę naszych ideałów jest ciągle przed nami.

Jaką funkcję pełnił Pan w PFN?

Byłem oficjalnym przedstawicielem Rady Naczelnej PFN i redaktorem naczelnym „Świadomości” – pod pseudonimem „Rafał Krzeński”.


Czy w „Świadomości" pojawiały się treści, które są obecnie zamieszczane w „Żywiole”?


W „Świadomości" przywiązywaliśmy dużą wagę do ukazywania poglądów zbieżnych z naszymi. Już w drugim numerze ukazał się „Rapsod Sierpniowy 1980” pióra Mariana Konarskiego „Marzyna z Krzeszowic” – ostatniego szczepowego Szczepu Rogate Serce. W numerach czwartym i piątym drukowaliśmy „Osobowość narodu w sztuce i kulturze” też autorstwa „Marzyna”. Przy okazji nadmienię, iż symbol graficzny Polskiego Frontu Narodowego – orzeł w koronie wzlatujący z gałązką drzewa dębowego w szponach – również specjalnie dla nas narysował „Marzyn”. W szóstym numerze zamieściliśmy rysunki Stanisława Szukalskiego „Stacha z Warty” – założyciela i ideologa Szczepu Rogate Serce.


Co się stało z Polskim Frontem Narodowym?

Nastąpiła reorganizacja w wyniku której część osób utworzyła w lutym 1991 Narodowy Zespół Koncepcyjno-Studyjny, którego organem do dnia dzisiejszego jest „Żywioł”. Powodowała nami chęć ukazania trwałości słowiańskiej myśli panteistycznej za pośrednictwem przywołania na światło dzienne opracowań przeszłości i teraźniejszości by na ich podwalinach móc budować ideologię przyszłości: cywilizację słowiańską – trzecią drogę rozwoju. Wkraczaliśmy na zupełnie jałowy grunt publicystyczny, przecieraliśmy szlak dla podobnych inicjatyw, które ostatnimi laty powstają jak grzyby po deszczu. To bardzo cieszy i dobrze rokuje na najbliższe lata.


Proszę wyjaśnić czytelnikom, dlaczego na stronach tytułowych „Żywiołów" obok daty, która liczy się od narodzin „magika” z Azji Mniejszej, widnieje także inna. Numer Pierwszy to rok 3491...

W hipotetycznym okresie około roku 1500 p.n.e. Słowianie opuścili wspólnotę bałtosłowiańską, dlatego przyjęliśmy ten przełomowy moment za rok zerowy dziejów Słowiańszczyzny. Według tej datacji judeochrześcijański rok 2000 będzie słowiańskim rokiem 3500. Jakże milej dla naszego ducha ma się 3500 niż 2000! Nieprawdaż? W ten dobitny sposób chcemy podkreślić, że nie zeszliśmy z drzew, gdy do Europy – za pomocą spływających krwią mieczy – weszły miazmaty, rozkładowe treści obcej i wrogiej cywilizacji znad Morza Martwego.


To już dziesięć numerów pisma i osiem lat jego istnienia – powód do dumy. Jakie będą jego dalsze losy i zakres tematyczny?


Naszym pragnieniem jest – w odpowiednim, sprzyjającym czasie – powołanie do życia ogólnodostępnego pisma prezentującego najnowsze ujęcie polskiej koncepcji rozwoju państwa oraz wypracowanie wspólnej platformy porozumienia świata słowiańskiego oraz narodów indoeuropejskich.


Pierwsze pana spotkanie z myślą Jana Stachniuka...


Tuż po stanie wojennym wręcz rozczytywałem się w kompletnym zbiorze „Zadrug", „Dziejach bez dziejów”, „Człowieczeństwie i kulturze”. Miało to miejsce w środowisku określającym się jako narodowe, lecz z żalem muszę stwierdzić, że byłem odosobniony w swym zapale. Prace Jana Stachniuka są ciągle świetnym zaczynem myślenia i działania w oparciu o misję cywilizacyjną. Oczywiście niektóre elementy zweryfikował czas – mam tu na myśli gospodarkę kolektywistyczną. Natomiast wnioski historiozoficzne są trafne, pobudzają do myślenia.


Antoni Wacyk, obok Stachniuka, jedna z ważniejszych postaci ruchu neopogańskiego. Kilka słów o nim.


Czytałem napisaną przez A. Wacyka „Kulturę bezdziejów" wydaną w Szkocji w roku 1945. Dla mnie ta praca była ciekawa acz wtórna, wzorowana na „Dziejach bez dziejów” – być może taki był zamysł autora.  O ile Stachniuk był myślicielem wielowymiarowym o tyle A. Wacyk skupił się – w swoich opracowaniach z lat ostatnich – prawie wyłącznie na ocenie roli kościoła katolickiego, co tchnie monotonią i brakiem ujęcia perspektywicznego. A szkoda! Ponieważ Wacyk obrał lekceważący stosunek do „Żywiołów”, czego dał dobitny wyraz w liście do mnie w roku 1991, trudno jest mi zrozumieć jego nieintegrującą środowisko postawę. Zabiegać o przychylność osób, które nie widzą takiej potrzeby jest zwykłą stratą czasu. Ze swej strony życzę Wacykowi wszelkiej pomyślności.


W dniu 31 grudnia 1997 roku została rozwiązana Unia Społeczno-Narodowa. Dlaczego?


Zarząd krajowy USN postanowił o rozwiązaniu partii, gdyż uzurpatorskie poczynania Antoniego Feldona – antagonizujące środowisko oraz przynoszące złą opinię o USN i uwiąd formacji – stały się niemożliwe do akceptacji w ramach demokratycznych statutowych struktur USN. Zachowanie i poglądy Feldona nosiły znamiona braku instynktu politycznego. Z tychże powodów dalsza działalność USN byłaby wyłącznie fikcją organizacyjną i prawną.


W roku 1929 z inicjatywy Stanisława Szukalskiego powstał Szczep Rogate Serce. Była to ważna chwila w dorobku naszej kultury narodowej. Proszę opowiedzieć o swoich odczuciach związanych z pracami szczepowych artystów.

W pracach Szczepu Rogate Serce tkwi słowiańska dusza, metafizyczna energia, która dawała jej twórcom możność wniknięcia w archetypowe subtelności wnętrza osoby podziwiającej tę swoistą twórczość. Są to przeżycia uszlachetniające osobowość.


W lipcu 1987 roku w warszawskiej „Zachęcie" miała miejsce wystawa Franciszka Frączka „Słońcesława z Żołyni” członka Szczepu Rogate Serce.

Podczas otwarcia tej wystawy panowała prawdziwie słowiańska atmosfera. Był wielki kołacz świąteczny, był miód pitny a przede wszystkim wspaniały pogodny Franciszek Frączek – nasz „Słońcesław z Żołyni” w białej długiej sukmanie z wyszytym na niej na lewej piersi znakiem Szczepu Rogate Serce i przywołaniem szczepowym: „Miłować, walczyć”. Było to w dwa miesiące po śmierci „Stacha z Warty”. Jakże musiał  cieszyć się wówczas duch Szukalskiego wędrujący między wzgórzem Rano Raraku, gdzie rozsypano jego prochy na Wyspie Wielkanocnej, a gmachem „Zachęty”, w której na całego rej wodził „Słońcesław”!


Jednym z celów Stanisława Szukalskiego było zlikwidowanie Akademii Sztuk Pięknych, tego „wylęgacza miernot i rzeźni twórczości polskiej”. Na jej miejsce chciano powołać „Twórcownię”, na czele której miał stanąć jeden pedagog – właśnie Szukalski. Co Pan o tym myśli?

Rzeczywiście, Szukalski miał koncepcję założenia „Twórcowni" jako kuźni samorodnych talentów, które pod jego bacznym okiem dochodziłyby do genialności. Miała to być alternatywa dla sztuki abstrakcyjnej – jak „Stach” mawiał – „francuskiego chowu”, miało to być pielęgnowanie słowiańskiej odrębności. W Polsce -  jeśli dobrze umiejscawiam – „Twórcownia” miała działać w uroczym zamku w Pieskowej Skale. Po wyjeździe do USA Szukalski planował zorganizować „Twórcownie” dla Amerykanów w Santa Barbara na ziemi kalifornijskiej. Niestety, oba przedsięwzięcia pozostały jedynie w sferze zamysłów.


W Bonn w roku 1982 ukazała się praca Stanisława Potrzebowskiego „Zadruga – eine volkische Bewegung in Polen”. Proszę o kilka słów o tej pracy.

Gdy dotarła do Polski okazała się wielką rewelacją. Był to punkt zwrotny wobec kilkudziesięcioletniego milczenia na temat Stachniuka. Jak obiecywał autor niebawem ukaże się w języku polskim rozszerzona wersja tej pracy. Bardzo jestem jej ciekaw.


Lata 90-te okazały się bardzo owocne dla myśli neopogańskiej w Polsce. Powstało wydawnictwo „Toporzeł”, pojawiło się kilka ciekawych pism: „Żywioł”, „Trygław”, „Odmrocze”, czy „Lechia-Stragona”, osobowość prawną uzyskało Zrzeszenie Rodzimej Wiary. Jak Pańskim zdaniem potoczą się losy naszej myśli w nowym dziesięcioleciu?

Wszystko wskazuje na pojawienie się bardziej złożonych, stabilnych struktur, tak w dziedzinie organizacji jak i głębi intelektualnej. Efektem powinno być zaistnienie elity doskonale przygotowanej pod względem merytorycznym do brania czynnego udziału w życiu społeczno-gospodarczo-politycznym Polski.


W ostatnich latach myśli Nietzschego przeżywają swój renesans. Co Pan o tym myśli?

Pomimo negatywnego zaszufladkowania dzieła Nietzschego wyszły obronną ręką zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie. Obserwuje się duże zainteresowanie tym myślicielem wśród ludzi natury aktywistycznej. Nietzsche gromiąc chrześcijański kult słabości przywrócił człowiekowi moc tworzenia. Nietzscheański nadczłowiek to ideał twórczej inteligencji, ideał indywidualnej osobowości. Hitlerowcy wypaczyli myśl filozofa zaprzęgając ich fałszywe interpretacje do swej totalitarnej machiny śmierci. Na szczęście mordercy z hord Hitlera są już historią. Na szczęście wnioski Nietzschego mogą służyć do budowania twórczej, pokojowej humanistycznej wizji przyszłości.


Których filozofów poleciłby Pan szczególnie?

Ze starożytnych oczywiście Platona. Z bliższych nam czasowo: G. Bruno i B. Spinozę. Uważam, że fenomenem jest B. Trentowski, autor „Bożycy” i „Chowanny” i jego gorąco polecam.


Czego życzyłby Pan naszym czytelnikom?

Zapału intelektualnego, cierpliwości, wytrwałości i pogody ducha.


Wywiad w imieniu redakcji pisma "LECHIA STRAGONA" przeprowadził: Lupus Wszesławiewicz


 
stat4u
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego